Pałac i jego historia/6. Leontyna Halpert cz.II

Ślub Leontyny Żuczkowskiej z Borysem Halpertem odbył się w Warszawie w Kościele Reformatów 24 listopada 1836 roku. Ostatniego dnia listopada natomiast, podczas wystawiania „Księżnej i Pazia” po raz pierwszy pojawiło się na afiszu nazwisko: Pani Halpert.  Borys, zajmujący wysokie stanowisko urzędnicze miał duże możliwości popierania swojej żony co – rzecz prosta – musiało drażnić poniektórych. Mimo wszystko był to okres pełnego rozkwitu jej talentu. Na ten okres także przekładają  się jej częste wizyty w Pałacu Pass, u brata Borysa, Ludwika, który jak wspomniano wcześniej, specjalnie dla niej wybudował w swoim domostwie scenę teatralną do ćwiczeń.

27 czerwca 1837 grała główną rolę, Jenny, w przetłumaczonym przez siebie melodramacie „Wariatka”. Rola ta stała się jednym z największych jej sukcesów scenicznych. W tymże roku pojawiły się w prasie zagranicznej (niemieckiej i francuskiej) artykuły wyrażające zachwyt dla wielkiego talentu Halpertowej. Jednocześnie w prasie polskiej zaczęto atakować pozycję artystki w sposób dość niewybredny, toteż myślała ona nawet o ustąpieniu ze sceny. W ostatnim dziesięcioleciu swych występów na scenach obu teatrów warszawskich w tzw. pierwszych rolach nie miała możliwości grania w sztukach, które by najbardziej odpowiadały rodzajowi jej talentu (brak w repertuarze Szekspira i Schillera). Nadal więc szukała dla siebie ról w melodramacie, a zachęcona powodzeniem „Wariatki”, a także „Rity Hiszpanki”, poddała się gustom publiczności i zaczęła nieco przerysowywać niektóre odtwarzane przez siebie postacie w melodramatach. Natomiast gra jej w repertuarze komediowym spotykała się z równie entuzjastycznym przyjęciem krytyki, jak i publiczności. W 1845-47 pracowała w warszawskiej Szkole Dramatycznej; jej uczennicami były m.in. Emilia Ziemińska, Józefa Mazurowska. W końcu lat czterdziestych występowała coraz rzadziej. W 1849 nie pokazywała się na scenie przez wiele miesięcy. Kiedy 15 listopada 1849 wystąpiła w roli tyt. w dramacie „Maria Joanna”, przyjęto ją entuzjastycznie; występy jej ograniczyły się jednak tylko do kilku przedstawień. W następnym roku przebywała na kuracji w Busku, stamtąd wyjechała za granicę. W końcu 1850 występowała jeszcze kilkakrotnie, w połowie grudnia tego roku złożyła podanie o zwolnienie (powodem jej odejścia z teatru było podobno nerwowe drżenie głowy). W 1851 pożegnała publiczność serią przedstawień zakończonych benefisem, na który wybrała przełożoną przez siebie „Adriannę Lecouvreur”. Przedstawienie pożegnalne (26 luty 1851) stało się ostatnim wielkim triumfem artystki. W 1859 ukazała się jeszcze raz na scenie – w stulecie urodzin F. Schillera deklamowała jego „Rękawiczkę”. 

Początkowo naśladowała w grze J. Ledóchowską, ale dzięki swej indywidualności szybko zaczęła przezwyciężać panujące w Teatrze Narodowym tradycje klasycznej konwencji aktorskiej, wprowadzając do swej gry większą prostotę. Halpertowej i jej długoletniemu partnerowi, Wojciechowi Piaseckiemu, zawdzięczano pojawienie się w teatrze warszawskim nowego stylu gry, bliższego współczesnym gustom. Role swoje zawsze opracowywała starannie; odtwarzane przez nią charaktery były po mistrzowsku wycieniowane. Przekazała swoim następcom znakomicie opanowaną sztukę mówienia, która stała się piękną tradycją tej sceny.

Była aktorką o ogromnej skali talentu, największą w swoim okresie. Świetna odtwórczyni tragicznych postaci Fedry czy Andromaki J. Racine’a, czarowała jednocześnie wdziękiem i lekką interpretacją Mirandoliny C. Goldoniego. Po mistrzowsku umiała wydobywać podteksty, które widownia, admirująca jej grę, zawsze pojmowała. Zgodnie z potrzebami swego talentu próbowała (ale bez większych rezultatów) przywrócić w repertuarze teatru warszawskiego tragedię. Poza pracą aktorską w teatrze, przełożyła dla sceny polskiej kilkanaście sztuk francuskich. Poważnie liczono się ze zdaniem artystki w sprawach teatralnych. Niezwykle trafnie potrafiła oceniać rodzaj i skalę talentu młodych debiutantów. W latach trzydziestych zainteresowała się rozwojem dwóch aktorów: Alojzego Żółkowskiego i Bogumiła Dawisona.

Po zejściu ze sceny była przez czterdzieści cztery lata emerytką. Przez cały ten czas interesowała się życiem teatralnym Warszawy; pomagała w organizowaniu przedstawień amatorskich, nie odmawiała cennych uwag swoim następczyniom. Była też członkiem jury konkursów dramatycznych, współpracując z Fryderykiem Skarbkiem. Do późnej starości miała umysł żywy i gromadziła wokół siebie liczne grono przyjaciół. Gdy umierała w dziewięćdziesiątym drugim roku życia, tylko nieliczni pamiętali ją ze sceny, ale w dniu pogrzebu zostały odwołane próby w teatrach warszawskich.